Pamiętam doskonale, jak pierwszy raz zepsułem ten przepis. Całkowicie zapomniałem o maśle i wymieszałem jakieś bardzo mdłe, zimne spaghetti, że nawet ser się nie roztopił jak należy. Śmiałem się sam w kuchni i tak zjadłem, bo byłem głodny, ale dopiero za drugim razem mi się udało i zrozumiałem, gdzie popełniłem błąd: nie jest to dużo, nie jest to skomplikowane, ale zawsze masz wrażenie, że można to zrobić bez czegoś. Od tamtej pory robię to mniej więcej co dwa tygodnie, przynajmniej żeby mieć szybki obiad na ten wieczór, kiedy nie masz ochoty na nic skomplikowanego, albo, szczerze mówiąc, nawet na rozmowy. Właśnie wtedy pasują spaghetti z serem i boczkiem. Albo tylko z serem, jeśli masz ochotę na coś wegetariańskiego.
W godzinę, maksymalnie. Może nawet szybciej, jeśli jesteś zorganizowany lub nie zaczynasz odpowiadać na wiadomości w momencie, gdy gotujesz makaron. Porcje wychodzą około czterech, czyli dla dwóch głodnych osób lub czterech bardziej stonowanych, typu „hej, zjedzmy coś innego później”. To naprawdę dla każdego, tylko nie zapomnij patrzeć na zegar. Nawet jeśli nigdy nie robiłeś makaronu, możesz spróbować bez obaw, nie potrzebujesz umiejętności kucharza. Mówię to ja, który na początku zapominałem nawet o soli w wodzie.
Często robię to, bo to naprawdę danie, które nie wymaga wielu naczyń, nie brudzi kuchni i nie trzyma cię przy kuchence. Poruszasz się szybko, nie musisz kroić cebuli ani miksować, a składniki są takie, które zawsze masz w lodówce. Często robię też na wynos na następny dzień do pracy lub kiedy czuję, że nie mam ochoty na wymyślanie jedzenia. Poza tym nic nie wydaje mi się bardziej uspokajające niż ciepłe spaghetti z roztopionym serem na wierzchu, bez potrzeby wymyślania historii.
Podstawowych składników prawie nigdy nie zmieniam, bo jeśli coś nie wyjdzie, to nie jest to samo, ale można trochę poeksperymentować:
1 paczka spaghetti (zwykle używam 400g, cienkie, gotują się szybko i dobrze łapią ser)
200g sera żółtego – ważne, żeby był w miarę dojrzały, nie gumowy; używałem też wędzonego sera i klasycznego, oba są dobre
50g masła – im bardziej tłuste, tym lepiej, żeby wszystko ładnie połączyć i dodać trochę blasku makaronowi
100-150g boczku (lub więcej, jeśli chcesz, żeby było bardzo sycące) – powinien być cienko pokrojony, zawsze go smażę wcześniej, na pewno nie dodaję surowego; ma za zadanie dodać trochę soli i dymnego smaku
Sól do wody i trochę do smaku, jeśli czujesz potrzebę (czasami dodaję też pieprz na końcu)
To wszystko. Jeśli chcesz, możesz dodać pieprz, lub zamienić ser na inny rodzaj sera, ale o tym piszę poniżej.
Przejdźmy do pracy, żeby było jasne, co, jak i gdzie dodaję. Zostawiam to tak, jak naturalnie mi wychodzi, nie udając, że ktoś to mierzy na gramy.
1. Wstawiam dużą garnek z wodą do gotowania. Minimum 3 litry, ale spaghetti muszą swobodnie pływać, nie mogą być stłoczone, bo się sklejają, jeśli nie ma wystarczająco dużo wody. Gdy zacznie wrzeć, wrzucam sól – na oko, ale myślę, że to około łyżki. Sól wchodzi w makaron i nadaje mu smak, nie oszczędzaj na tym.
2. Wrzucam spaghetti do garnka. Nie łamię ich, nie lubię tego. One i tak szybko miękną i całkowicie zanurzą się w wodzie. Mieszam je widelcem, żeby się nie skleiły, i patrzę na czas na opakowaniu: zazwyczaj 8-10 minut, w zależności od rodzaju makaronu. Sprawdzam i smakuję, nie zawsze kieruję się cyframi – powinny być al dente, ani papkowate, ani twarde.
3. W międzyczasie, na dużej tarce ścieram ser. Nie wiem dlaczego, ale jeśli ścieram go na małej tarce, wydaje mi się, że się klei i nie topnieje tak ładnie. Wkładam starty ser do miski i odkładam na bok.
4. Boczek kroję, jeśli nie znalazłem już pokrojonego. Wkładam go bezpośrednio na zimną patelnię, a potem włączam średni ogień. Lubię, gdy jest chrupiący, ale nie spalony, więc mam cierpliwość. Zauważyłem, że jeśli wrzucisz boczek bezpośrednio na gorącą patelnię, to się dziwnie kurczy. Gdy jest gotowy, kładę go na talerzu z serwetką, żeby pozbył się tłuszczu.
5. Gdy makaron jest ugotowany (i nie zapomnij, nie gotuj go za długo), odcedzam go. Niektórzy płuczą go pod zimną wodą. U mnie czasami to działa, innym razem w ogóle go nie płuczę, bo podobno cały skrobia, która pomaga serowi się skleić, znika. Jeśli mam czas, zachowuję około pół szklanki wody, w której gotowały się spaghetti – pomaga, jeśli chcesz, aby były bardziej kremowe, ale nie jest to konieczne.
6. Gdy są jeszcze gorące, wrzucam makaron do dużej miski, wrzucam masło na wierzch (pokrojone w kawałki, szybciej się topi) i mieszam, aż wszystko się połączy. Następnie wsypuję starty ser i znowu mieszam dobrze. Jeśli widzę, że staje się zbyt kleisty, dodaję trochę zachowanej wody. Ser topnieje łatwo, nie trzeba tego wymuszać.
7. Gdy wszystko jest błyszczące i dobrze wymieszane, nakładam na talerze i posypuję chrupiącym boczkiem na wierzchu. Jeśli chcesz, możesz dodać także trochę świeżo mielonego pieprzu.
To cały proces. Szczerze mówiąc, jeśli mam to policzyć, nie zajmuje mi to więcej niż 20-25 minut, wliczając smażenie boczku i ścieranie sera, jeśli nie błądzę bez sensu na telefonie. Ważne jest, aby je jeść na gorąco, w przeciwnym razie ser staje się elastyczny i nie jest tak przyjemny.
Przydatne wskazówki, warianty i pomysły na podanie (bo próbowałem i zmieniałem różne rzeczy):
Przydatne wskazówki:
Nie zostawiaj makaronu zbyt długo po dodaniu sera i masła, jedz od razu, bo inaczej stwardnieje i straci swój urok.
Jeśli używasz makaronu pełnoziarnistego, zachowuje się nieco inaczej, potrzebuje więcej wody i, szczerze mówiąc, wychodzi mniej kremowy. Działa, ale to nie to samo.
Nie dodawaj całego boczku do makaronu od razu, bo zmięknie i stanie się gumowy. Lepiej dodać go na końcu, żeby pozostał chrupiący.
Zamienniki i adaptacje:
Bez boczku? Tak, można i bez, robiłem dla wegetarian. Możesz dodać trochę smażonych grzybów, jeśli chcesz zrekompensować teksturę. Jeśli chcesz wyeliminować nabiał, ser roślinny nie topnieje tak samo, ale próbowałem z jednym z orzechów nerkowca i wyszło w porządku.
Makaron bezglutenowy – robiłem z penne z soczewicy lub ciecierzycy, ale musisz dostosować czas gotowania i nie płukać, bo się kruszy.
Możesz zamienić ser żółty na inny rodzaj sera, który łatwo się topi (edam, gouda, nawet starta mozzarella, ale nie ta do pizzy, bo się dziwnie klei).
Wariacje:
Czasami dodaję zieloną cebulkę przy podawaniu, gdy wydaje mi się zbyt proste. Albo trochę ostrej papryki, jeśli mam ochotę na coś pikantnego.
Możesz posypać odrobiną startego parmezanu, jeśli masz pod ręką.
Raz wymieszałem z kilkoma suszonymi pomidorami – nie jest źle, dodaje trochę koloru i smaku.
Pomysły na podanie:
U mnie pasuje z prostą sałatką z pomidorów, jeśli chcę coś świeżego.
Jeśli chcesz coś do picia, dobrze pasuje białe wytrawne wino lub zimne piwo.
Możesz podać jako danie główne lub jako dodatek, jeśli masz coś z grilla obok (szczerze, wolę, żeby to było jedyną gwiazdą na talerzu).
Często zadawane pytania, bo ludzie mnie pytają, gdy wrzucam zdjęcie na stories:
Czy mogę użyć innego kształtu makaronu?
Tak, oczywiście, ale spaghetti lepiej wchłania ser. Jeśli masz tylko penne, fusilli lub tagliatelle, śmiało, nie ma tragedii. Tylko dostosuj czas gotowania – na opakowaniu jest napisane, ile trzeba. Przy krótkich kształtach może nie wymieszać się tak równomiernie z serem, ale efekt i tak będzie smaczny.
Jaki ser żółty jest najlepszy?
Każdy ser, który łatwo się topi. Używałem zarówno domowego, jak i ze sklepu, ważne, żeby nie był super tani (ten staje się gumowy). Czasami lubię wymieszać ser z odrobiną wędzonego sera. Jeśli chcesz coś bardziej sycącego, posyp odrobiną parmezanu na wierzchu.
Dlaczego nie płukać makaronu zimną wodą?
Jeśli go przepłuczesz, zniknie warstwa skrobi, która pomaga serowi przyklejać się do makaronu, i nie wyjdzie tak kremowy. Czasami płuczę tylko wtedy, gdy mam makaron z twardej pszenicy i boję się, że się za bardzo sklei. Ale zazwyczaj nie płuczę, tylko dobrze odcedzam wodę.
Co zrobić, jeśli nie mam masła?
Można użyć odrobiny oliwy z oliwek, ale nie będzie tak kremowe. Możesz też dodać śmietanę, ale wtedy wyjdzie coś innego – prawie jak carbonara.
Czy mogę zrobić większą porcję lub podwoić przepis?
Tak, tylko upewnij się, że masz wystarczająco dużą patelnię i nie upychaj makaronu. Jeśli robisz dla większej grupy, podwój wszystko, ale również czas smażenia boczku. Może zrób boczek w dwóch turach, żeby był chrupiący.
Czy mogę użyć sera roślinnego?
Tak, ale nie topnieje tak ładnie. Próbowałem z serem wegańskim z nerkowców i wyszło w miarę ok, ale potrzebujesz trochę wody z makaronu, żeby dobrze się roztopił. Smak jest inny, ale dla osób z nietolerancją działa.
Wartości odżywcze, w przybliżeniu (na oko, bo nie ważyłem na kalorymetrze):
Jedna porcja (z tych czterech) ma około 500-600 kalorii, w zależności od ilości boczku i rodzaju sera, którego używasz. Około 60-70g węglowodanów na porcję, 18-20g tłuszczu (jeśli dodasz boczek i masło), i białka też około 18-22g. Jest dość sycące na kolację lub lunch, nie mówię, że to najdietetyczniejsze danie, ale też nie sprawia problemów, jeśli nie przesadzasz z porcjami. Z pozytywnej strony, masz też wapń i witaminę B, a poza tym nie jest pełne dodatków ani bzdur, jeśli dobrze wybierzesz ser. Jeśli masz problemy z solą, zwróć uwagę na boczek i na to, ile soli dodajesz do wody, bo łatwo można przesadzić.
Jak przechowywać i podgrzewać, z doświadczenia:
Jeśli masz resztki makaronu (rzadko u mnie, ale się zdarza), wkładasz je do pojemnika z przykrywką i trzymasz w lodówce, maksymalnie dwa dni. Gdy je podgrzewasz, najlepiej na patelni, z łyżką-dwiema wody dodanej lub, jeśli masz, mleka. Często mieszam, żeby się nie przykleiły. W mikrofalówce mogą stwardnieć, ale jeśli nie masz czasu, możesz spróbować i tak – przykryj talerzem, żeby nie wyschły. Nie są tak dobre jak świeże, ale na lunch na następny dzień jeszcze się nadają. Boczek nieuchronnie zmięknie, ale to nie koniec świata.
Czasami mroziłem małe porcje, ale nie polecam, chyba że nie masz innego wyjścia: ser ma tendencję do zbierania się i nie jest już tak smaczny po rozmrożeniu. Lepiej zrobić świeże, bo to i tak trwa krótko.
To tyle mojej historii z tym makaronem. Jeśli się spieszę, robię tylko z masłem i serem, jeśli mam ochotę, dodaję boczek, a jeśli nie mam ochoty na mięso, zostaję przy wegetariańskim. Nigdy nie jest tak samo, ale zawsze to ten rodzaj posiłku, który nie stresuje i nie wymaga wielkiej filozofii.
W godzinę, maksymalnie. Może nawet szybciej, jeśli jesteś zorganizowany lub nie zaczynasz odpowiadać na wiadomości w momencie, gdy gotujesz makaron. Porcje wychodzą około czterech, czyli dla dwóch głodnych osób lub czterech bardziej stonowanych, typu „hej, zjedzmy coś innego później”. To naprawdę dla każdego, tylko nie zapomnij patrzeć na zegar. Nawet jeśli nigdy nie robiłeś makaronu, możesz spróbować bez obaw, nie potrzebujesz umiejętności kucharza. Mówię to ja, który na początku zapominałem nawet o soli w wodzie.
Często robię to, bo to naprawdę danie, które nie wymaga wielu naczyń, nie brudzi kuchni i nie trzyma cię przy kuchence. Poruszasz się szybko, nie musisz kroić cebuli ani miksować, a składniki są takie, które zawsze masz w lodówce. Często robię też na wynos na następny dzień do pracy lub kiedy czuję, że nie mam ochoty na wymyślanie jedzenia. Poza tym nic nie wydaje mi się bardziej uspokajające niż ciepłe spaghetti z roztopionym serem na wierzchu, bez potrzeby wymyślania historii.
Podstawowych składników prawie nigdy nie zmieniam, bo jeśli coś nie wyjdzie, to nie jest to samo, ale można trochę poeksperymentować:
1 paczka spaghetti (zwykle używam 400g, cienkie, gotują się szybko i dobrze łapią ser)
200g sera żółtego – ważne, żeby był w miarę dojrzały, nie gumowy; używałem też wędzonego sera i klasycznego, oba są dobre
50g masła – im bardziej tłuste, tym lepiej, żeby wszystko ładnie połączyć i dodać trochę blasku makaronowi
100-150g boczku (lub więcej, jeśli chcesz, żeby było bardzo sycące) – powinien być cienko pokrojony, zawsze go smażę wcześniej, na pewno nie dodaję surowego; ma za zadanie dodać trochę soli i dymnego smaku
Sól do wody i trochę do smaku, jeśli czujesz potrzebę (czasami dodaję też pieprz na końcu)
To wszystko. Jeśli chcesz, możesz dodać pieprz, lub zamienić ser na inny rodzaj sera, ale o tym piszę poniżej.
Przejdźmy do pracy, żeby było jasne, co, jak i gdzie dodaję. Zostawiam to tak, jak naturalnie mi wychodzi, nie udając, że ktoś to mierzy na gramy.
1. Wstawiam dużą garnek z wodą do gotowania. Minimum 3 litry, ale spaghetti muszą swobodnie pływać, nie mogą być stłoczone, bo się sklejają, jeśli nie ma wystarczająco dużo wody. Gdy zacznie wrzeć, wrzucam sól – na oko, ale myślę, że to około łyżki. Sól wchodzi w makaron i nadaje mu smak, nie oszczędzaj na tym.
2. Wrzucam spaghetti do garnka. Nie łamię ich, nie lubię tego. One i tak szybko miękną i całkowicie zanurzą się w wodzie. Mieszam je widelcem, żeby się nie skleiły, i patrzę na czas na opakowaniu: zazwyczaj 8-10 minut, w zależności od rodzaju makaronu. Sprawdzam i smakuję, nie zawsze kieruję się cyframi – powinny być al dente, ani papkowate, ani twarde.
3. W międzyczasie, na dużej tarce ścieram ser. Nie wiem dlaczego, ale jeśli ścieram go na małej tarce, wydaje mi się, że się klei i nie topnieje tak ładnie. Wkładam starty ser do miski i odkładam na bok.
4. Boczek kroję, jeśli nie znalazłem już pokrojonego. Wkładam go bezpośrednio na zimną patelnię, a potem włączam średni ogień. Lubię, gdy jest chrupiący, ale nie spalony, więc mam cierpliwość. Zauważyłem, że jeśli wrzucisz boczek bezpośrednio na gorącą patelnię, to się dziwnie kurczy. Gdy jest gotowy, kładę go na talerzu z serwetką, żeby pozbył się tłuszczu.
5. Gdy makaron jest ugotowany (i nie zapomnij, nie gotuj go za długo), odcedzam go. Niektórzy płuczą go pod zimną wodą. U mnie czasami to działa, innym razem w ogóle go nie płuczę, bo podobno cały skrobia, która pomaga serowi się skleić, znika. Jeśli mam czas, zachowuję około pół szklanki wody, w której gotowały się spaghetti – pomaga, jeśli chcesz, aby były bardziej kremowe, ale nie jest to konieczne.
6. Gdy są jeszcze gorące, wrzucam makaron do dużej miski, wrzucam masło na wierzch (pokrojone w kawałki, szybciej się topi) i mieszam, aż wszystko się połączy. Następnie wsypuję starty ser i znowu mieszam dobrze. Jeśli widzę, że staje się zbyt kleisty, dodaję trochę zachowanej wody. Ser topnieje łatwo, nie trzeba tego wymuszać.
7. Gdy wszystko jest błyszczące i dobrze wymieszane, nakładam na talerze i posypuję chrupiącym boczkiem na wierzchu. Jeśli chcesz, możesz dodać także trochę świeżo mielonego pieprzu.
To cały proces. Szczerze mówiąc, jeśli mam to policzyć, nie zajmuje mi to więcej niż 20-25 minut, wliczając smażenie boczku i ścieranie sera, jeśli nie błądzę bez sensu na telefonie. Ważne jest, aby je jeść na gorąco, w przeciwnym razie ser staje się elastyczny i nie jest tak przyjemny.
Przydatne wskazówki, warianty i pomysły na podanie (bo próbowałem i zmieniałem różne rzeczy):
Przydatne wskazówki:
Nie zostawiaj makaronu zbyt długo po dodaniu sera i masła, jedz od razu, bo inaczej stwardnieje i straci swój urok.
Jeśli używasz makaronu pełnoziarnistego, zachowuje się nieco inaczej, potrzebuje więcej wody i, szczerze mówiąc, wychodzi mniej kremowy. Działa, ale to nie to samo.
Nie dodawaj całego boczku do makaronu od razu, bo zmięknie i stanie się gumowy. Lepiej dodać go na końcu, żeby pozostał chrupiący.
Zamienniki i adaptacje:
Bez boczku? Tak, można i bez, robiłem dla wegetarian. Możesz dodać trochę smażonych grzybów, jeśli chcesz zrekompensować teksturę. Jeśli chcesz wyeliminować nabiał, ser roślinny nie topnieje tak samo, ale próbowałem z jednym z orzechów nerkowca i wyszło w porządku.
Makaron bezglutenowy – robiłem z penne z soczewicy lub ciecierzycy, ale musisz dostosować czas gotowania i nie płukać, bo się kruszy.
Możesz zamienić ser żółty na inny rodzaj sera, który łatwo się topi (edam, gouda, nawet starta mozzarella, ale nie ta do pizzy, bo się dziwnie klei).
Wariacje:
Czasami dodaję zieloną cebulkę przy podawaniu, gdy wydaje mi się zbyt proste. Albo trochę ostrej papryki, jeśli mam ochotę na coś pikantnego.
Możesz posypać odrobiną startego parmezanu, jeśli masz pod ręką.
Raz wymieszałem z kilkoma suszonymi pomidorami – nie jest źle, dodaje trochę koloru i smaku.
Pomysły na podanie:
U mnie pasuje z prostą sałatką z pomidorów, jeśli chcę coś świeżego.
Jeśli chcesz coś do picia, dobrze pasuje białe wytrawne wino lub zimne piwo.
Możesz podać jako danie główne lub jako dodatek, jeśli masz coś z grilla obok (szczerze, wolę, żeby to było jedyną gwiazdą na talerzu).
Często zadawane pytania, bo ludzie mnie pytają, gdy wrzucam zdjęcie na stories:
Czy mogę użyć innego kształtu makaronu?
Tak, oczywiście, ale spaghetti lepiej wchłania ser. Jeśli masz tylko penne, fusilli lub tagliatelle, śmiało, nie ma tragedii. Tylko dostosuj czas gotowania – na opakowaniu jest napisane, ile trzeba. Przy krótkich kształtach może nie wymieszać się tak równomiernie z serem, ale efekt i tak będzie smaczny.
Jaki ser żółty jest najlepszy?
Każdy ser, który łatwo się topi. Używałem zarówno domowego, jak i ze sklepu, ważne, żeby nie był super tani (ten staje się gumowy). Czasami lubię wymieszać ser z odrobiną wędzonego sera. Jeśli chcesz coś bardziej sycącego, posyp odrobiną parmezanu na wierzchu.
Dlaczego nie płukać makaronu zimną wodą?
Jeśli go przepłuczesz, zniknie warstwa skrobi, która pomaga serowi przyklejać się do makaronu, i nie wyjdzie tak kremowy. Czasami płuczę tylko wtedy, gdy mam makaron z twardej pszenicy i boję się, że się za bardzo sklei. Ale zazwyczaj nie płuczę, tylko dobrze odcedzam wodę.
Co zrobić, jeśli nie mam masła?
Można użyć odrobiny oliwy z oliwek, ale nie będzie tak kremowe. Możesz też dodać śmietanę, ale wtedy wyjdzie coś innego – prawie jak carbonara.
Czy mogę zrobić większą porcję lub podwoić przepis?
Tak, tylko upewnij się, że masz wystarczająco dużą patelnię i nie upychaj makaronu. Jeśli robisz dla większej grupy, podwój wszystko, ale również czas smażenia boczku. Może zrób boczek w dwóch turach, żeby był chrupiący.
Czy mogę użyć sera roślinnego?
Tak, ale nie topnieje tak ładnie. Próbowałem z serem wegańskim z nerkowców i wyszło w miarę ok, ale potrzebujesz trochę wody z makaronu, żeby dobrze się roztopił. Smak jest inny, ale dla osób z nietolerancją działa.
Wartości odżywcze, w przybliżeniu (na oko, bo nie ważyłem na kalorymetrze):
Jedna porcja (z tych czterech) ma około 500-600 kalorii, w zależności od ilości boczku i rodzaju sera, którego używasz. Około 60-70g węglowodanów na porcję, 18-20g tłuszczu (jeśli dodasz boczek i masło), i białka też około 18-22g. Jest dość sycące na kolację lub lunch, nie mówię, że to najdietetyczniejsze danie, ale też nie sprawia problemów, jeśli nie przesadzasz z porcjami. Z pozytywnej strony, masz też wapń i witaminę B, a poza tym nie jest pełne dodatków ani bzdur, jeśli dobrze wybierzesz ser. Jeśli masz problemy z solą, zwróć uwagę na boczek i na to, ile soli dodajesz do wody, bo łatwo można przesadzić.
Jak przechowywać i podgrzewać, z doświadczenia:
Jeśli masz resztki makaronu (rzadko u mnie, ale się zdarza), wkładasz je do pojemnika z przykrywką i trzymasz w lodówce, maksymalnie dwa dni. Gdy je podgrzewasz, najlepiej na patelni, z łyżką-dwiema wody dodanej lub, jeśli masz, mleka. Często mieszam, żeby się nie przykleiły. W mikrofalówce mogą stwardnieć, ale jeśli nie masz czasu, możesz spróbować i tak – przykryj talerzem, żeby nie wyschły. Nie są tak dobre jak świeże, ale na lunch na następny dzień jeszcze się nadają. Boczek nieuchronnie zmięknie, ale to nie koniec świata.
Czasami mroziłem małe porcje, ale nie polecam, chyba że nie masz innego wyjścia: ser ma tendencję do zbierania się i nie jest już tak smaczny po rozmrożeniu. Lepiej zrobić świeże, bo to i tak trwa krótko.
To tyle mojej historii z tym makaronem. Jeśli się spieszę, robię tylko z masłem i serem, jeśli mam ochotę, dodaję boczek, a jeśli nie mam ochoty na mięso, zostaję przy wegetariańskim. Nigdy nie jest tak samo, ale zawsze to ten rodzaj posiłku, który nie stresuje i nie wymaga wielkiej filozofii.
Składniki
1 torebka spaghetti, 200 g sera, 50 g masła, boczek