Nie wiem, jak to robię, ale za każdym razem, gdy zabieram się do gotowania tego gulaszu z wędliną, budzą się we mnie wspomnienia z dzieciństwa. Kiedy byłem dzieckiem, raz w miesiącu — przynajmniej! — w kuchni gotowała się ta wielka garnek, z gęstą parą, a w całym domu unosił się zapach, że aż ślinka cieknie, tylko myśląc o tym, co będzie na stole. Kiedy po raz pierwszy spróbowałem samodzielnie zrobić ten przepis, dałem za mało mięsa, żal mi było użyć całej wędliny za jednym razem i wyszło… co tu dużo mówić, woda deszczowa. Za drugim razem dałem za dużo, wyszło słone, dobre tylko na trzymanie się żołądka. Teraz myślę, że w końcu trafiłem, po tylu próbach, do tego, co mi się podoba: ani za mało, ani tak dużo, że serce wyskakuje z piersi, ale koniecznie trzeba poczuć ten niezrównany aromat wędliny, wśród dobrych ziemniaków i podsmażonej cebuli.
Nie wspominając już o sytuacji, gdy zapomniałem dodać koperku na koniec — dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego się go dodaje, bo bez niego brakuje czegoś. Długa historia, krótko mówiąc: jeśli jesteś mięsożercą, ale masz ochotę na coś sycącego, to danie zawsze się sprawdzi.
Aby nie wprowadzać w błąd: dla mnie jedna porcja takiego gulaszu wystarcza dla około 6-8 głodnych osób lub 4, jeśli chcą jeść dwa razy. Wkładasz do garnka na około półtorej godziny (łącznie z krojeniem, czyszczeniem, chwilą na telefon), więc to nie jest wielka filozofia, tylko nie zapomnij o ogniu, bo szybko się przypala, gdy nie jesteś uważny. Trudne? Szczerze, nie. To raczej praca przy krojeniu, mieszaniu i trochę cierpliwości. Każdy może to zrobić, jeśli nie jest to jego pierwszy przepis w życiu.
Robię to często, bo to rodzaj jedzenia, które pasuje na każdą okazję — nadaje się na lunch, kolację, a nawet na większe rodzinne spotkanie. Nie myślcie, że to coś wykwintnego, ale nie potrzebujesz listy zakupów sięgającej nieba. I, szczerze mówiąc, jeśli masz spiżarnię w porządku, wszystko znajdziesz już w domu. To jedno z niewielu dań, które, gdy już jest zrobione, smakuje mi jeszcze bardziej na drugi dzień, podgrzane, i nie nasycam się nim szybko. Ma ten smak „domowego gotowania”, którego nie znajdziesz w żadnej restauracji, niezależnie od tego, jak bardzo by się starały go skopiować. Plus, to prawdziwe jedzenie, nie jakieś udawane.
Co dokładnie wrzucam do środka? Nie, raczej na oko, ale dla tych, którzy chcą powtórzyć:
1 kg białych ziemniaków (nie czerwonych, bo te się kruszą i zostaje ci puree, ja zawsze biorę te „nasionowe”, jeśli znajdę)
600 g wędliny (możesz połączyć boczek z odrobiną kiełbasy, ale niech nie będą za tłuste, bo inaczej będziesz jeść smalec łyżką)
5 dużych cebul (wrzuć je, nie oszczędzaj, stąd pochodzi słodycz i kremowa tekstura)
300 ml mieszanki pomidorów z papryką (ja używam ze słoika, jeśli nie masz, mogą być również pomidory z puszki, ale upewnij się, że są gęstsze, nie wodniste)
1 pęczek koperku (na koniec, dla świeżości)
olej (1-2 łyżki, tylko tyle, żeby cebula się nie przypaliła, bo mięso i tak puści tłuszcz)
sól i pieprz (do smaku; zwróć uwagę, jak słona jest wędlina, żeby nie zrobić zupy solnej)
Każdy składnik ma swoją rolę. Wędlina nadaje podstawowy smak, to jasne, to jądro. Ziemniaki… to nadzienie i słodycz. Cebula robi sos, a bez niej to tylko suchy gulasz. Pomidory i papryka wnoszą trochę kwasowości, żeby nie było ciężko na żołądku. Koperek dodaje świeżości na koniec, jakbyś wietrzył jedzenie, nie wiem jak to wyjaśnić. Olej tylko po to, żeby nie iść do lekarza z garnkiem przyklejonym do kuchenki.
1. Najpierw pokrój wędlinę na mniejsze kostki (żebyś na koniec nie musiał gryźć dużego kawałka, więc kostki wielkości kostki do gry). Nie musisz jej całkowicie oczyszczać z tłuszczu, ale jeśli ma zbyt twardą skórkę, odłóż ją. Rozgrzej dużą patelnię, wrzuć 1-2 łyżki oleju (jeśli wędlina jest chudsza, wrzuć dwie) i wrzuć tam mięso. Pozwól mu kilka minut, żeby zmieniło kolor, nie susząc go, tylko lekko zrumienione i puściło tłuszcz. Nie przypal! Jeśli zapomnisz o nim i się spali, nada to gorzki smak całemu daniu.
2. Wyjmij mięso do miski za pomocą łyżki z dziurkami, aby tłuszcz pozostał w garnku. W pozostałym tłuszczu wrzuć cebulę, pokrojoną jak najdrobniej. Jeśli chcesz uniknąć łez, możesz wrzucić ją do robota, ale mam wrażenie, że traci się teksturę, więc wolę męczyć się nożem. Posyp odrobiną soli, żeby przyspieszyć jej zmiękczanie. Mieszaj od czasu do czasu, na małym ogniu, przez około 8-10 minut, aż stanie się szklista, nie rumiana. Jeśli się przypali, miałeś za mocny ogień i ci uciekła, poczujesz gorycz i nie naprawisz tego.
3. Kiedy cebula wygląda dobrze, wlej szklankę wody (około 250-300 ml, żeby przykryła cebulę i nie gotowała się we własnym soku) i wrzuć pokrojone w kostkę ziemniaki o wielkości 2-3 cm, ani za małe, ani za duże, bo nie ugotują się równomiernie. Nie wrzucaj ich od razu, rozpadną się. Jeśli się zbytnio spieszy, ziemniaki pozostaną twarde w środku i rozmokłe na zewnątrz.
4. Gotuj na średnim-niskim ogniu, z pokrywką na pół, przez około 30 minut. Mieszaj delikatnie od czasu do czasu, żeby się nie przypaliły. Jeśli zauważysz, że woda za bardzo odparowuje, dodaj odrobinę, ale nie zalewaj, bo chcesz, żeby wyszedł gulasz, a nie zupa ziemniaczana.
5. Po tym, jak widzisz, że widelec łatwo wchodzi w ziemniaki (spróbuj!), dodaj mieszankę pomidorów i papryki (jeśli masz ze słoika, wrzuć ze sokiem) i wrzuć z powrotem podsmażoną wędlinę. W tym momencie już pachnie tak, że chciałoby się wziąć łyżkę, ale potrzebna jest jeszcze cierpliwość.
6. Teraz pozwól wszystkiemu gotować się na małym ogniu, bez pokrywki, przez około 15-20 minut, aż sos dobrze zgęstnieje. To moment, żeby doprawić solą i pieprzem. Uważaj — zwróć uwagę, ile soli dodajesz, wędlina ma osobowość w tej kwestii.
7. Na koniec wyłącz ogień i dodaj drobno posiekany koperek. Daj mu chwilę z pokrywką, żeby uwolnił cały aromat. Wiem, że wiele osób dodaje natkę pietruszki, ale tutaj pasuje tylko koperek. Nie wiem dlaczego, to inny smak.
Wskazówki i obserwacje z doświadczenia, nie z książek. Jeśli dodasz za dużo wody, wyjdzie jak zupa, a nie gulasz, nawet jeśli czasami ktoś prosi, żeby był bardziej soczysty. Możesz dodać też małą marchewkę do smażenia z cebulą, ja czasami tak robię, dodaje słodyczy, ale staje się to nieco inny przepis, bardziej zbliżony do tych uniwersalnych gulaszy. Nie zastępuj cebuli porem ani niczym innym, to nie pasuje, i nie pomijaj koperku, chyba że masz alergię, bo inaczej brakuje ci dokładnie wisienki na torcie.
Jeśli chcesz to zrobić łatwiej, możesz użyć wędliny z kurczaka, ale szczerze, to nie to samo. Dla wegetarian, możesz zrobić przepis bez mięsa, ale wtedy dodaj więcej cebuli i odrobinę wędzonej papryki, żeby przywrócić aromat. Możesz też bezglutenowo, bo nie ma w tym nic takiego (nie dodajesz mąki!), więc jest bezpieczne dla tych, którzy mają ograniczenia. Jeśli użyjesz chudszego mięsa lub chcesz, żeby było mniej tłuste, dodaj tylko łyżkę oleju do smażenia cebuli.
Wariantów jest wiele, każdy z własnymi preferencjami. Jeśli chcesz zrobić bardziej wyrafinowane wrażenie, możesz dodać na koniec odrobinę zmiażdżonego czosnku, ale nie więcej niż ząbek, bo przykryje cały smak. Możesz też dodać łyżeczkę słodkiej papryki do cebuli, dla koloru, jeśli chcesz, żeby wyglądało bardziej czerwono, lub szczyptę suszonego tymianku, ale wtedy już zmierzasz w kierunku innego przepisu.
Podawanie… dokładnie jak u babci: głęboki talerz, z kawałkiem grubej, domowej chleba lub, jeśli masz, zimnej polenty z lodówki (kto wie, ten wie). Pasuje też z twardymi kiszonkami, ogórkami, paprykami lub nawet sałatką z surowej kapusty. Co do napoju, przyznam, że kieliszek czerwonego wina lub mały kieliszek śliwowicy na początku nie zaszkodzi. Jeśli robisz dużą ucztę, zacznij od prostego zupy, żeby nie wydawała się zbyt ciężka.
Praktyczne wskazówki:
- Nie wyrzucaj tłuszczu z mięsa, jeśli nie wydaje ci się za dużo; nadaje smaku.
- Nie używaj koncentratu pomidorowego zamiast gęstych pomidorów, wyjdzie za kwaśno.
- Zawsze próbuj, żeby nie przesolić.
- Jeśli widzisz, że ziemniaki są mączyste, dodaj je na końcu, żeby się nie rozpadły.
- Podgrzewana, jest jeszcze lepsza, ale uważaj, żeby nie zapomnieć o pokrywce, bo się rozmiękną.
Zamienniki:
- Wędlina z kurczaka lub indyka dla chudszej wersji.
- Pomidory z puszki, jeśli nie masz domowych słoików.
- Kto chce bez mięsa, dodaje wędzoną paprykę i więcej cebuli + marchewkę.
Wariacje:
- Możesz dodać odrobinę słodkiej papryki dla koloru.
- Zamiast koperku, natka pietruszki, ale to już nie ten sam smak.
- Z polentą obok, to zupełnie inna jakość, jeśli masz czas, żeby ją zrobić.
- Czosnek na końcu, tylko jeśli chcesz inny aromat.
Pomysły na podanie:
- Z twardymi kiszonkami.
- Gruby, czarny chleb, z chrupiącą skórką.
- Na większej uczcie, podawaj z zimnym przystawką na początku.
Często zadawane pytania (naprawdę, już je otrzymałem):
Jak długo wytrzyma w lodówce?
Dobrze wytrzymuje 3 dni w lodówce, przykryta, jeśli nie jest gorąco w domu. Po trzecim dniu ziemniaki stają się rozmokłe i tracą ten pierwotny urok.
Czy mogę zamrozić ten gulasz?
Nie polecam. Ziemniaki zmieniają teksturę po zamrożeniu, stają się wodniste i papkowate. Mięso pozostaje w porządku, ale wszystko jest dość smutne po rozmrożeniu.
Czy mogę użyć innego mięsa, nie wędliny?
Możesz, ale nie wyjdzie ten sam smak. Jeśli chcesz użyć surowej łopatki wieprzowej, dodaj łyżeczkę wędzonej papryki, żeby w miarę uratować aromat.
Co zrobić, jeśli wyszło mi za słone?
Jedyną opcją jest ugotowanie kilku ziemniaków osobno, bez soli, i dodanie ich na koniec, lub „rozcieńczenie” odrobiną wody i gotowanie dłużej, ale szczerze, to już nie będzie tak smaczne. Lepiej uważać na początku.
Czy mogę zrobić gulasz bez cebuli?
Nie wyjdzie. Możesz spróbować, ale rezultat będzie zupą ziemniaczaną z wędliną, bez słodyczy i tekstury, które ją definiują.
Jak dostosować, jeśli mam tylko czerwone ziemniaki?
Pokrój je na większe kawałki i wrzuć je później, żeby się nie rozpadły w sosie. Ale to nie ten sam rezultat, lepiej wybierz białe ziemniaki, jeśli znajdziesz.
Przybliżone wartości odżywcze, żeby wiedzieć, na co się porywamy: na jedną porcję około 350-400 g (bo tyle wychodzi na raz), szacuję około 350-400 kcal, z 15-20 g białka (zależy od ilości mięsa), 12-15 g tłuszczu (może i więcej, jeśli to tłusta wędlina), a reszta to węglowodany z ziemniaków i trochę z cebuli i pomidorów. Jest dość zrównoważona, żebyś nie czuł się winny po porcji, zwłaszcza jeśli zwracasz uwagę na tłuszcz. To nie jest gulasz, który powali cię po posiłku, ale też nie coś dietetycznego. Jeśli zmniejszysz mięso, tłuszcze na pewno spadną. Porcja syci, bo to jedzenie „robocze”, nie udawane.
Przechowywanie i podgrzewanie: Dobrze trzyma się w lodówce przez 2-3 dni, przykryta, ale uważaj, żeby nie zapomnieć łyżki drewnianej w garnku, bo nabierze zapachu. Podgrzewając, stawiaj na małym ogniu i dodaj łyżkę wody, żeby się nie przypaliło i nie stało się kleiste. W mikrofalówce też można, ale to nie to samo, ziemniaki podgrzewają się nierównomiernie. Jeśli masz jeszcze, to wiesz, że na drugi dzień smakuje jeszcze lepiej, z połączonymi aromatami. Tylko uważaj, żeby nie zapomnieć za długo w lodówce, bo po czterech-pięciu dniach ziemniaki „pływają” i stają się miękkie, nikt ich już nie chce. Ja, osobiście, nigdy nie miałem garnka pełnego dłużej niż dwa dni.
Nie wspominając już o sytuacji, gdy zapomniałem dodać koperku na koniec — dopiero wtedy zrozumiałem, dlaczego się go dodaje, bo bez niego brakuje czegoś. Długa historia, krótko mówiąc: jeśli jesteś mięsożercą, ale masz ochotę na coś sycącego, to danie zawsze się sprawdzi.
Aby nie wprowadzać w błąd: dla mnie jedna porcja takiego gulaszu wystarcza dla około 6-8 głodnych osób lub 4, jeśli chcą jeść dwa razy. Wkładasz do garnka na około półtorej godziny (łącznie z krojeniem, czyszczeniem, chwilą na telefon), więc to nie jest wielka filozofia, tylko nie zapomnij o ogniu, bo szybko się przypala, gdy nie jesteś uważny. Trudne? Szczerze, nie. To raczej praca przy krojeniu, mieszaniu i trochę cierpliwości. Każdy może to zrobić, jeśli nie jest to jego pierwszy przepis w życiu.
Robię to często, bo to rodzaj jedzenia, które pasuje na każdą okazję — nadaje się na lunch, kolację, a nawet na większe rodzinne spotkanie. Nie myślcie, że to coś wykwintnego, ale nie potrzebujesz listy zakupów sięgającej nieba. I, szczerze mówiąc, jeśli masz spiżarnię w porządku, wszystko znajdziesz już w domu. To jedno z niewielu dań, które, gdy już jest zrobione, smakuje mi jeszcze bardziej na drugi dzień, podgrzane, i nie nasycam się nim szybko. Ma ten smak „domowego gotowania”, którego nie znajdziesz w żadnej restauracji, niezależnie od tego, jak bardzo by się starały go skopiować. Plus, to prawdziwe jedzenie, nie jakieś udawane.
Co dokładnie wrzucam do środka? Nie, raczej na oko, ale dla tych, którzy chcą powtórzyć:
1 kg białych ziemniaków (nie czerwonych, bo te się kruszą i zostaje ci puree, ja zawsze biorę te „nasionowe”, jeśli znajdę)
600 g wędliny (możesz połączyć boczek z odrobiną kiełbasy, ale niech nie będą za tłuste, bo inaczej będziesz jeść smalec łyżką)
5 dużych cebul (wrzuć je, nie oszczędzaj, stąd pochodzi słodycz i kremowa tekstura)
300 ml mieszanki pomidorów z papryką (ja używam ze słoika, jeśli nie masz, mogą być również pomidory z puszki, ale upewnij się, że są gęstsze, nie wodniste)
1 pęczek koperku (na koniec, dla świeżości)
olej (1-2 łyżki, tylko tyle, żeby cebula się nie przypaliła, bo mięso i tak puści tłuszcz)
sól i pieprz (do smaku; zwróć uwagę, jak słona jest wędlina, żeby nie zrobić zupy solnej)
Każdy składnik ma swoją rolę. Wędlina nadaje podstawowy smak, to jasne, to jądro. Ziemniaki… to nadzienie i słodycz. Cebula robi sos, a bez niej to tylko suchy gulasz. Pomidory i papryka wnoszą trochę kwasowości, żeby nie było ciężko na żołądku. Koperek dodaje świeżości na koniec, jakbyś wietrzył jedzenie, nie wiem jak to wyjaśnić. Olej tylko po to, żeby nie iść do lekarza z garnkiem przyklejonym do kuchenki.
1. Najpierw pokrój wędlinę na mniejsze kostki (żebyś na koniec nie musiał gryźć dużego kawałka, więc kostki wielkości kostki do gry). Nie musisz jej całkowicie oczyszczać z tłuszczu, ale jeśli ma zbyt twardą skórkę, odłóż ją. Rozgrzej dużą patelnię, wrzuć 1-2 łyżki oleju (jeśli wędlina jest chudsza, wrzuć dwie) i wrzuć tam mięso. Pozwól mu kilka minut, żeby zmieniło kolor, nie susząc go, tylko lekko zrumienione i puściło tłuszcz. Nie przypal! Jeśli zapomnisz o nim i się spali, nada to gorzki smak całemu daniu.
2. Wyjmij mięso do miski za pomocą łyżki z dziurkami, aby tłuszcz pozostał w garnku. W pozostałym tłuszczu wrzuć cebulę, pokrojoną jak najdrobniej. Jeśli chcesz uniknąć łez, możesz wrzucić ją do robota, ale mam wrażenie, że traci się teksturę, więc wolę męczyć się nożem. Posyp odrobiną soli, żeby przyspieszyć jej zmiękczanie. Mieszaj od czasu do czasu, na małym ogniu, przez około 8-10 minut, aż stanie się szklista, nie rumiana. Jeśli się przypali, miałeś za mocny ogień i ci uciekła, poczujesz gorycz i nie naprawisz tego.
3. Kiedy cebula wygląda dobrze, wlej szklankę wody (około 250-300 ml, żeby przykryła cebulę i nie gotowała się we własnym soku) i wrzuć pokrojone w kostkę ziemniaki o wielkości 2-3 cm, ani za małe, ani za duże, bo nie ugotują się równomiernie. Nie wrzucaj ich od razu, rozpadną się. Jeśli się zbytnio spieszy, ziemniaki pozostaną twarde w środku i rozmokłe na zewnątrz.
4. Gotuj na średnim-niskim ogniu, z pokrywką na pół, przez około 30 minut. Mieszaj delikatnie od czasu do czasu, żeby się nie przypaliły. Jeśli zauważysz, że woda za bardzo odparowuje, dodaj odrobinę, ale nie zalewaj, bo chcesz, żeby wyszedł gulasz, a nie zupa ziemniaczana.
5. Po tym, jak widzisz, że widelec łatwo wchodzi w ziemniaki (spróbuj!), dodaj mieszankę pomidorów i papryki (jeśli masz ze słoika, wrzuć ze sokiem) i wrzuć z powrotem podsmażoną wędlinę. W tym momencie już pachnie tak, że chciałoby się wziąć łyżkę, ale potrzebna jest jeszcze cierpliwość.
6. Teraz pozwól wszystkiemu gotować się na małym ogniu, bez pokrywki, przez około 15-20 minut, aż sos dobrze zgęstnieje. To moment, żeby doprawić solą i pieprzem. Uważaj — zwróć uwagę, ile soli dodajesz, wędlina ma osobowość w tej kwestii.
7. Na koniec wyłącz ogień i dodaj drobno posiekany koperek. Daj mu chwilę z pokrywką, żeby uwolnił cały aromat. Wiem, że wiele osób dodaje natkę pietruszki, ale tutaj pasuje tylko koperek. Nie wiem dlaczego, to inny smak.
Wskazówki i obserwacje z doświadczenia, nie z książek. Jeśli dodasz za dużo wody, wyjdzie jak zupa, a nie gulasz, nawet jeśli czasami ktoś prosi, żeby był bardziej soczysty. Możesz dodać też małą marchewkę do smażenia z cebulą, ja czasami tak robię, dodaje słodyczy, ale staje się to nieco inny przepis, bardziej zbliżony do tych uniwersalnych gulaszy. Nie zastępuj cebuli porem ani niczym innym, to nie pasuje, i nie pomijaj koperku, chyba że masz alergię, bo inaczej brakuje ci dokładnie wisienki na torcie.
Jeśli chcesz to zrobić łatwiej, możesz użyć wędliny z kurczaka, ale szczerze, to nie to samo. Dla wegetarian, możesz zrobić przepis bez mięsa, ale wtedy dodaj więcej cebuli i odrobinę wędzonej papryki, żeby przywrócić aromat. Możesz też bezglutenowo, bo nie ma w tym nic takiego (nie dodajesz mąki!), więc jest bezpieczne dla tych, którzy mają ograniczenia. Jeśli użyjesz chudszego mięsa lub chcesz, żeby było mniej tłuste, dodaj tylko łyżkę oleju do smażenia cebuli.
Wariantów jest wiele, każdy z własnymi preferencjami. Jeśli chcesz zrobić bardziej wyrafinowane wrażenie, możesz dodać na koniec odrobinę zmiażdżonego czosnku, ale nie więcej niż ząbek, bo przykryje cały smak. Możesz też dodać łyżeczkę słodkiej papryki do cebuli, dla koloru, jeśli chcesz, żeby wyglądało bardziej czerwono, lub szczyptę suszonego tymianku, ale wtedy już zmierzasz w kierunku innego przepisu.
Podawanie… dokładnie jak u babci: głęboki talerz, z kawałkiem grubej, domowej chleba lub, jeśli masz, zimnej polenty z lodówki (kto wie, ten wie). Pasuje też z twardymi kiszonkami, ogórkami, paprykami lub nawet sałatką z surowej kapusty. Co do napoju, przyznam, że kieliszek czerwonego wina lub mały kieliszek śliwowicy na początku nie zaszkodzi. Jeśli robisz dużą ucztę, zacznij od prostego zupy, żeby nie wydawała się zbyt ciężka.
Praktyczne wskazówki:
- Nie wyrzucaj tłuszczu z mięsa, jeśli nie wydaje ci się za dużo; nadaje smaku.
- Nie używaj koncentratu pomidorowego zamiast gęstych pomidorów, wyjdzie za kwaśno.
- Zawsze próbuj, żeby nie przesolić.
- Jeśli widzisz, że ziemniaki są mączyste, dodaj je na końcu, żeby się nie rozpadły.
- Podgrzewana, jest jeszcze lepsza, ale uważaj, żeby nie zapomnieć o pokrywce, bo się rozmiękną.
Zamienniki:
- Wędlina z kurczaka lub indyka dla chudszej wersji.
- Pomidory z puszki, jeśli nie masz domowych słoików.
- Kto chce bez mięsa, dodaje wędzoną paprykę i więcej cebuli + marchewkę.
Wariacje:
- Możesz dodać odrobinę słodkiej papryki dla koloru.
- Zamiast koperku, natka pietruszki, ale to już nie ten sam smak.
- Z polentą obok, to zupełnie inna jakość, jeśli masz czas, żeby ją zrobić.
- Czosnek na końcu, tylko jeśli chcesz inny aromat.
Pomysły na podanie:
- Z twardymi kiszonkami.
- Gruby, czarny chleb, z chrupiącą skórką.
- Na większej uczcie, podawaj z zimnym przystawką na początku.
Często zadawane pytania (naprawdę, już je otrzymałem):
Jak długo wytrzyma w lodówce?
Dobrze wytrzymuje 3 dni w lodówce, przykryta, jeśli nie jest gorąco w domu. Po trzecim dniu ziemniaki stają się rozmokłe i tracą ten pierwotny urok.
Czy mogę zamrozić ten gulasz?
Nie polecam. Ziemniaki zmieniają teksturę po zamrożeniu, stają się wodniste i papkowate. Mięso pozostaje w porządku, ale wszystko jest dość smutne po rozmrożeniu.
Czy mogę użyć innego mięsa, nie wędliny?
Możesz, ale nie wyjdzie ten sam smak. Jeśli chcesz użyć surowej łopatki wieprzowej, dodaj łyżeczkę wędzonej papryki, żeby w miarę uratować aromat.
Co zrobić, jeśli wyszło mi za słone?
Jedyną opcją jest ugotowanie kilku ziemniaków osobno, bez soli, i dodanie ich na koniec, lub „rozcieńczenie” odrobiną wody i gotowanie dłużej, ale szczerze, to już nie będzie tak smaczne. Lepiej uważać na początku.
Czy mogę zrobić gulasz bez cebuli?
Nie wyjdzie. Możesz spróbować, ale rezultat będzie zupą ziemniaczaną z wędliną, bez słodyczy i tekstury, które ją definiują.
Jak dostosować, jeśli mam tylko czerwone ziemniaki?
Pokrój je na większe kawałki i wrzuć je później, żeby się nie rozpadły w sosie. Ale to nie ten sam rezultat, lepiej wybierz białe ziemniaki, jeśli znajdziesz.
Przybliżone wartości odżywcze, żeby wiedzieć, na co się porywamy: na jedną porcję około 350-400 g (bo tyle wychodzi na raz), szacuję około 350-400 kcal, z 15-20 g białka (zależy od ilości mięsa), 12-15 g tłuszczu (może i więcej, jeśli to tłusta wędlina), a reszta to węglowodany z ziemniaków i trochę z cebuli i pomidorów. Jest dość zrównoważona, żebyś nie czuł się winny po porcji, zwłaszcza jeśli zwracasz uwagę na tłuszcz. To nie jest gulasz, który powali cię po posiłku, ale też nie coś dietetycznego. Jeśli zmniejszysz mięso, tłuszcze na pewno spadną. Porcja syci, bo to jedzenie „robocze”, nie udawane.
Przechowywanie i podgrzewanie: Dobrze trzyma się w lodówce przez 2-3 dni, przykryta, ale uważaj, żeby nie zapomnieć łyżki drewnianej w garnku, bo nabierze zapachu. Podgrzewając, stawiaj na małym ogniu i dodaj łyżkę wody, żeby się nie przypaliło i nie stało się kleiste. W mikrofalówce też można, ale to nie to samo, ziemniaki podgrzewają się nierównomiernie. Jeśli masz jeszcze, to wiesz, że na drugi dzień smakuje jeszcze lepiej, z połączonymi aromatami. Tylko uważaj, żeby nie zapomnieć za długo w lodówce, bo po czterech-pięciu dniach ziemniaki „pływają” i stają się miękkie, nikt ich już nie chce. Ja, osobiście, nigdy nie miałem garnka pełnego dłużej niż dwa dni.
Składniki
1 kg białych ziemniaków, 600 g wędzonego mięsa, 5 dużych cebul, 300 ml mieszanki pomidorów i papryki (z własnej spiżarni), 1 pęczek kopru do smażenia, sól, pieprz